Znowu nie ten kolor :(

„Ale ten kolor miał być inny!” Odbieramy taki telefon od Klienta i od razu pot spływa nam po plecach.

Pierwsze pytanie, które sobie zadajemy brzmi: jaki to w takim razie miał być kolor?

Możliwości jest co najmniej kilka. Żeby rozwikłać zagadkę musimy wiedzieć do czego zleceniodawca porównuje wydrukowaną pracę. Do poprzednich realizacji, do próby kolorystycznej, do projektu widzianego na monitorze lub wydruku ze swojej drukarki, czy może do wytycznych zapisanych w firmowych standardach? Odpowiedź na to pytanie pomoże nam w odpowiedzi z kolei czy z plików, które otrzymaliśmy od Klienta było możliwe uzyskanie koloru, o który mu chodzi.

Zwykle problem w odwzorowaniem kolorów w druku staje się tym bardziej widoczny dla Klienta im więcej wykonuje prac z tymi samymi elementami projektu. Zmienia się drukarnia, grafik, specyfikacja produktu (materiały, technologia druku) a kolor powinien być jak najbardziej zbliżony we wszystkich pracach. Powodzenie tej operacji można sprowadzić do trzech kroków: wprowadzeniu odpowiednich wartości koloru na etapie projektu, przeliczenie tych wartości odpowiednio do technologii druku i materiału oraz brak odchyleń na etapie samego druku. W teorii wydaje się to proste, ale ponieważ w tym procesie bierze udział wiele osób i urządzeń, to jest niestety sporo miejsca na błąd. Co możemy zrobić, żeby go uniknąć?

Za odpowiedni kolor w pliku odpowiada grafik projektujący daną pracę. Grafik nie jest wróżką, więc musi znać ewentualne ustalenia odnośnie kolorystyki prac, które zapadły przy okazji wcześniejszych realizacji lub wynikają np. z księgi znaku. Warto przekazać grafikowi pełną specyfikację druku a nie tylko np. sam format pracy. Na jej podstawie grafik może przewidzieć ewentualne ograniczenia kolorystyczne, jakie mogą wystąpić przy realizacji danej pracy. Przy skomplikowanych projektach wskazane jest wręcz by grafik mógł skontaktować się bezpośrednio z drukarnią. Jego wątpliwości rozwiane na etapie projektowania mogą znacznie ułatwić wszystkim życie.

Mając już prawidłowo przygotowany plik w interesie wszystkich ze stron (grafika, Klienta i drukarni) warto przygotować proofa, czyli wydruk na którym możemy w wiarygodny sposób ocenić kolorystykę pracy. Jeśli proof zostanie zaakceptowany przez Klienta posłuży drukarni jako wzór kolorystyczny.

Mimo, że proof przydaje się wszystkim, to jednak decyzja o jego zamówieniu leży po stronie Klienta, tak jak i koszt jego przygotowania. Ten ostatni nie jest duży o ile nie chcemy proofować każdej z kilkudziesięciu stron przygotowywanej właśnie broszury.

Przy okazji proofów warto pamiętać o kilku rzeczach:

  • Proofem nie może być jakikolwiek wydruk z pliku. Mówiąc o proofie mamy na myśli tylko certyfikowany proof cyfrowy. Jest to wydruk, który posiada certyfikat poprawności wykonania i może posłużyć jako wzór dla maszyny drukarskiej.
  • Proofa najlepiej zamawiać w drukarni, która będzie wykonywać daną pracę. Jeśli z jakiegoś względu nie jest to możliwe zapytajmy w drukarni z jakich profili kolorystycznych będą korzystać przy druku i przekazać tę informację firmie przygotowującej proofa.
  • Dla wygody warto robić proofa w dwóch kopiach. Klient podpisuje obie i jedną zostawia u siebie a druga wędruje do drukarni.
  • Akceptacja proofa nie jest miejscem na poprawki tekstów czy grafiki.
  • Pamiętajmy, żeby oglądać proofa w świetle dziennym – światło sztuczne potrafi swoją barwą mocno zniekształcić naszą percepcję kolorów.
  • Warto zwrócić uwagę, że chociaż proofy są doskonałym narzędziem kontroli koloru, to nie są ostatecznym wzorem druku i mogą różnić się od finalnego arkusza, który wyskoczy z maszyny. Większość pantonów będzie zasymulowana z większym lub mniejszym przybliżeniem. Nie zobaczymy na proofie zmiany koloru pod wpływem foliowania oraz wpływu samego podłoża. Na nic nie przyda nam się proof przy pracach drukowanych na kartonie metalizowanym (to temat na osobny wpis 🙂 ) Na proofie z racji innej technologii druku nie zobaczymy wreszcie offsetowego rastra. Szara ciągła kreska na proofie w rzeczywistości okaże się z bliska linią przerywaną, złożoną z czarnych kropek.

Mimo tych niedoskonałości proof jest i tak najprostszym i najlepszym narzędziem służącym do sprawdzenia, czy kolor będzie odpowiadać naszym oczekiwaniom.

Ostatnim etapem jest druk. Mając proofa drukarz stara się zbliżyć do tego wzorca i zakładając że dwa poprzednie etapy powiodły się powinno mu się to udać. Drukarz to ostatni bastion – jeszcze na tym etapie można jeszcze sporo poprawić, choć zwykle zmiany koloru w jednym miejscu pociągają za sobą zmiany gdzie indziej. Dlatego korekty na tym etapie często wiążą się z podjęciem decyzji które elementy są dla nas ważniejsze pod względem kolorystyki. Przy istotnych dla nas pracach warto skorzystać z tzw. akceptacji druku w drukarni, żeby samodzielnie dopilnować wierności kolorystycznej na ostatnim etapie produkcji.

Pamiętajmy więc: od zlecenia dla grafika do odbioru gotowego produktu przechodzimy przez wiele etapów. Proces ten w teorii jest prosty. Ale dobry efekt na końcu wymaga po drodze zaangażowania i uwagi wielu osób. Również tego, któremu najbardziej zależy, czyli zlecającego pracę Klienta.

Reklamy