Termin terminami, a czas już nas goni …..

Jak chcielibyśmy pracować? Ile Państwu potrzeba na to czasu?

Jak pracujemy? Termin na wczoraj.

Kto z nas tego nie zna i nie przerabia raz za razem, z kolejnym klientem.

Pojawia się więc pierwsze pytanie: z czego to wynika?

Już nawet siły najwyższe pogubiły się w labiryncie produktowo-przestrzenno-czasowym. Z reguły odpowiedź jest jedna: TO NIE JA MAM NA TO WPŁYW. I tak zaczynamy kolejny dzień w nerwowej, terminowej odysei.

Stąd kolejne pytanie: po co nam w ogóle terminy?

Otóż wyznaczenie terminu powoduje, że w chaosie galopujących dni i tygodni roboczych, pojawia się delikatny powiew nadziei na poczucie spełnienia i „ogarnięcia” sytuacji. Termin, jaki by nie był, z samego założenia jest dobry. Mamy plan działania, harmonogram naszych realizacji i papierowego świadka naszej ciężko wykonywanej pracy.

Czy jednak patrząc na na powyższe wyjaśnienia nie nasuwa się Wam myśl, że skoro jest to tak doskonałe narzędzie to dla naszej własnej wygody można by zacząć z niego korzystać w bardziej racjonalny sposób?

Co nam da poprawnie określony czas realizacji?

– po pierwsze spokój ducha – wiemy, że wszystko idzie zgodnie z terminem, mamy czas na wykonywanie naszych obowiązków, a nie nerwowe podgryzanie ołówka za monitorem naszego komputera,

– po drugie i w sumie niezwykle istotne – nasi pracownicy mają odpowiednią ilość czasu, aby wykonać dla nas nieskazitelnie idealną pracę, za którą im płacimy (a nam nasz klient),

– po trzecie i ostateczne, nie będziemy rozmijać się z naszym terminem – wykonanie zlecenia w czasie ustalonym przez obie strony daje sygnał, że ta współpraca ma ogromne możliwości dalszego rozwoju.

Tak więc dla obopólnego zdrowia psychicznego proponujemy, aby następnym razem każdy z nas poświęcił odrobinę więcej czasu na urealnienie naszych oczekiwań terminowych.

Reklamy