Fantastyczny świat plastiku

Za chwilę Walentynki. A skoro tak, to od jakiegoś miesiąca zalewa nas powódź czerwono-różowych, plastikowych, mniej lub bardziej potrzebnych przedmiotów niecodziennego użytku.

W tym potopie dopatrzyłam się ciekawego zagadnienia jakim jest druk na PCV.

Do tej pory pokutuje stwierdzenie, że jak coś jest „plastikowe” to niekoniecznie jest dobre. I tu chciałabym przytoczyć kilka zdecydowanych zalet materiałów reklamowych z PCV:
– odwzorowanie projektu niczym nie ujmujące zdjęciu,
– możliwość otrzymania różnych kształtów i form,
– wytrzymałość, zarówno w warunkach wewnętrznych, jak i zewnętrznych,
– odporność na wilgoć, drobne zarysowania, czy promienie słoneczne
– długa żywotność,
– nie tak łatwo da się zgnieść, czy potargać.
Zaletą jest również niezaprzeczalna prostota wykonania. Do przygotowania materiału potrzebujemy podłoże z PCV oraz atramenty utwardzane za pomocą lampy UV. Druk nanoszony jest bezpośrednio na powierzchnie i praktycznie od razu materiały gotowe są do użytku (oczywiście jeżeli nie poddajemy ich dodatkowej obróbce takiej jak sztancowanie, gięcie na gorąco itp.)

Do czego może posłużyć nam ta technologia? Już chyba kilka razy wspomniałam, że zależy to od Waszej inwencji twórczej. Ale żeby pomóc wymienię te najbardziej oczywiste takie jak listwy cenowe, shelf stoppery, shelf linery, plakaty i broszury, które z jakiegoś powodu muszą być trwałe, stojaki, standy i wszelkiego rodzaju „dyndadełka” mające zwracać uwagę naszych Klientów.

Wierzę, że teraz spojrzycie bardziej przychylnym okiem na „plastik”. Miłego walentynkowego zalewu.

Reklamy

Hot, czy cold?

Niezaprzeczalnie lubujemy się wszyscy w drobnych świecidełkach. Złotych literkach, logach, napisach, czy znakach. Pudełka z takimi dodatkami są dla naszego oka bardziej atrakcyjne, a materiały reklamowe od razu otrzymują wysokie noty. Aby osiągnąć taki efekt olśniewania nie trzeba wcale używać płatków złota, czy srebrnego pyłu. Wystarczy zdecydować się na hot stamping lub cold stamping. Czym to się je? Cold stamping to metoda uszlachetniania przy wykorzystaniu folii oraz odpowiedniego kleju. Obrazowo mówiąc klej dociskamy do klejowej warstwy folii i zmuszamy tym samym barwniki do oderwania się od folii i pozostawienia śladu na naszych materiałach. Do wykonania hot stampingu potrzebne nam będzie natomiast rozgrzana matryca, folia i ich odpowiednie połączenie. Ciepło oraz docisk powoduje przyklejenie się foli w miejscach zgodnych z projektem na naszej matrycy. W obu przypadkach mam do wyboru szeroki wachlarz kolorów, a wybierane przez nas wzory zależą tylko i wyłącznie od naszej wyobraźni (i oczywiście sprytnego grafika, który nasze marzenia przeniesie na projekt). Pamiętajmy jednak o tym, że obydwie techniki stosujemy kiedy chcemy podkreślić jedynie poszczególne elementy. Już zacznijcie zatem myśleć o nowych koncepcjach ze „złotkami” dla wizytówek, broszur, twardych opraw, pudełek, dyplomów, kart menu… Hot, czy cold – obydwa spowodują, że nasze materiały będą gorącym towarem.

zdjecia_gadalog_coldstamping

Foliowanie

Jakie jest częste postanowienie noworoczne? Odchudzanie, rzeźbienie ciała i zadbanie o swoją figurę.
W radykalnych przypadkach z czym może nam się to kojarzyć, jeżeli nie tylko z ograniczeniem jedzenia do zera? A filmy o bokserach ktoś ogląda? Oczywiście z folią owinięta wokół ciała.
Dlaczego o tym wspominam. A dlatego, że dzisiaj zachęcam do zagłębienia się w tematykę foliowania, jako uszlachetnienia naszych prac drukarskich. Folia na ciele jednoznacznie kojarzy się z poprawą figury. Nie inaczej jest w przypadku folii uszlachetniających – poprawiają wygląd naszych materiałów.Przypomnę co mamy do dyspozycji: folie błyszczące, matowe, soft-touch, rainbow. Te spotykamy najczęściej. Warto z nich jednak korzystać, bo spełniają podwójną rolę. Z jednej strony wyróżniają nasz produkt dając np. efekt aksamitnej gładkości, delikatnej poświaty lub wrażenia miękkości. Z drugiej jednak zabezpieczają nasz druk i chronią papier.Wynika z tego, ze folie nie tylko ładnie wyglądają, ale również są bardzo pożyteczne. Wydłużają żywotność materiału, zabezpieczają przed różnym uszkodzeniami mechanicznymi (oczywiście gdy korzystamy z materiałów zgodnie z ich przeznaczeniem), a także przed czynnikami środowiska naturalnego takimi jak wilgoć, niektóre mogą również chronić nasz druk przed zarysowaniami,
Jak widać same plusy.

Prócz powszechnie znanych i lubianych są również folie trochę rzadziej spotykane i stosowane. Nie jest to jednak spowodowane ich niedostępnością, a raczej brakiem pomysłu na ich wykorzystanie.
Zasugerować tu mogę baczniejsze przyjrzenie się foliom metalizowanym, czy strukturalnym.
Używając pierwszej propozycji mamy do dyspozycji materiały, które wyglądem mogą przypominać lśniący metal. Idealnie sprawdzą się, gdy chcemy uzyskać efekt metalicznego złota, srebra, czy wielobarwnej tęczy.
Druga z propozycji kryje w sobie również sporo możliwości. Głównym jej atutem jest różnorodna struktura podłoża, dająca efekt, którego nie da się nie zauważyć. Nawet jeżeli dokładnie nie przyjrzymy się materiałowi, po jego dotknięciu od razu skupi na sobie naszą uwagę. Mamy do wyboru różne efekty przy wykorzystaniu kropek, czy kresek. Dzięki temu produktom możemy nadać fakturę kojarzącą się np. ze skórą, szczotkowanym aluminium, czy tkaniną. I dodatkowo, prócz swej urody, chronią tak samo, jak te dobrze znane.

Wydaje się więc, że nic tak dobrze nie zrobi naszemu produktowi, jak pokrycie go folią. W takim wypadku zachęcamy wszystkich do korzystania, a my obiecujemy śledzić nowości i informować o każdej nowej możliwości.

Dzień dobry w Nowym Roku

Nastał Nowy Rok, a nasz Gadalog milczy. Dobra wiadomość jest jednak taka, że już powrócił do żywych, skończył przerwę świąteczną i ferie. I zabiera się ostro do pracy.

W zeszłym roku obiecaliśmy rozpisać się troszkę szerzej na temat różnych uszlachetnień. Pokrótce pokazaliśmy co z czym można łączyć.
Zaczynamy spełniać to postanowienie. Stąd zapraszam na pierwszą część… już za moment.

Świąteczny Króliczek (niekoniecznie wielkanocny)

Święta za pasem, koniec roku nieunikniony. Dla nas wszystkich oznacza to POSTANOWIENIA NOWOROCZNE.

Po delikatnej burzy, która odbyła się w naszej firmie doszliśmy do wniosku, jakie postanowienie naszych Klientów ucieszyłoby nas najbardziej.

Okazało się, że nie mogło to być nic prostszego jak życzenie PLANOWANIA DZIAŁAŃ.

O co tyle szumu?

Przecież świat się zmienia ciągle i na bieżąco należy gonić za trendami, jak za tym nieszczęsnym króliczkiem.

Oczywiście zgadzamy się z tym stwierdzeniemi i chętnie sami gonimy za „króliczkiem”, ale z gracją, niewymuszoną elegancją i powabem w typie wiosennej rusałki. Zdecydowanie nie staramy się resztkami sił złapać lekko zmechaconego ogonka.

A używając „zwykłego” języka. Koniec roku jest świetnym momentem, aby zastanowić się nad wszystkimi firmowymi działaniami i efektami jakie chcemy osiągnąć w kolejnym roku. Tyczy się to również zamawiania wszelkich materiałów drukowanych. Nie twierdzimy, iż z góry należy mieć przygotowane wszystkie projekty z datami ich produkcji, jednak niezmiernie pomocne może okazać się wcześniejsze przygotowanie grupy materiałów, które będą nam potrzebne w odpowiednich kwartałach, czy miesiącach.

Co to daje?

Przede wszystkim większy spokój dla Klienta i kontrahenta. Plan działania przekazany z odpowiednim wyprzedzeniem naszemu kontrahentowi, daje mu możliwość przygotowania się do pracy i ustalenie własnego harmonogramu z zagwarantowaniem odpowiedniej ilości czasu.

Nie spieszymy się, to i ostateczny efekt jest bardziej dopracowany.

Oczywiście zdarzają się wyjątki, kiedy nagle potrzebujemy czegoś na wczoraj. Ale lepiej dla nas jeżeli jest to faktycznie wyjątek, a nie stała tendencja.

Wszystkiego Dobrze Zaplanowanego w Nowym Roku!

Dzisiaj specyficznie

Ale przecież ja już to drukowałem/drukowałam nie raz w innych drukarniach i było ok…

Spróbuję dziś odpowiedzieć na pytanie dlaczego w poligrafii jest tak wielu złośliwych ludzi, którzy co rusz wymyślają nowe specyfikacje i każą przerabiać pliki.

Coś, co dla wielu jest uprzykrzaniem życia ma w istocie zupełnie odmienne źródło. Specyfikacja druku jest w rzeczywistości zbiorem wskazówek, które mają zagwarantować odpowiedni standard wykonywanej pracy. Jest więc sprzymierzeńcem Klienta.

Ale dlaczego jest tych specyfikacji tak dużo?
Mamy różne technologie druku, różne nośniki, rozmaite oprawy i wreszcie niezliczone rodzaje uszlachetnień. Każda konfiguracja tych czynników daje nam inną receptę na końcowy sukces.

Ale co w przypadku pracy, której specyfikacja nie uległa zmianie a mimo wszystko wymogi odnośnie pliku zmieniają się wraz z drukarnią?
W zasadzie to nawet nie musimy zmieniać drukarni. Świat nie stoi w miejscu – technologie cały czas ewoluują, przychodzą coraz to nowe maszyny i co za tym idzie również procesu druku. Różne są też zwyczaje i przyzwyczajenia samych drukarzy związane z przyjętym sposobem pracy, standardami czy wreszcie normami regionalnymi (najprostszym przykładem są najpowszechniej stosowane profile kolorystyczne – różnią się w zależności od kontynentu i kraju).

Chociaż więc generalne wymogi w obrębie danej pracy można ustalić tak, że większość drukarzy na świecie raczej nie będzie miało problemów z wydrukiem, to jednak dla własnego dobra przygotowujmy pliki w sposób zalecany przez daną drukarnię. Są ku temu przynajmniej trzy powody:

  • Po pierwsze oszczędzamy czas nasz, drukarni i grafika lub agencji przygotowującej plik. Wielokrotne poprawianie plików i przesyłanie ich tam i z powrotem potrafi trwać godzinami lub w skrajnych przypadkach nawet dniami. Wtedy wszystkie terminy zwykle biorą w łeb. Dobrze zapytać więc o specyfikację przed drukiem lub oddaniem pracy do wydawnictwa. Grafik i drukarz z pewnością będą wdzięczni.
  • Po drugie przygotowując pracę zgodnie z wytycznymi mamy większą szansę na efekt bliski ideałowi. Specyfikacja ma nas uchronić przed większością grubych błędów technicznych. Nie oznacza to oczywiście, że efekt będzie lepszy niż zawartość pliku.
  • Po trzecie wreszcie praca przygotowana niezgodnie ze specyfikacją najczęściej zmniejsza szanse Klienta na uznanie ewentualnej reklamacji. Gdy plik jest zgodny ze specyfikacją drukarni, to efekt końcowy powinien być co najmniej poprawny (chociaż, jak wiemy z poprzednich wpisów, czynników mających wpływ na zgodność produktu z oczekiwaniami Klienta jest kilka).

Zakończę apelem: szanujmy wzajemnie swoją pracę i cenny czas, posługując się specyfikacjami 🙂

Wszystko się święci – pardon – świeci!

Jeszcze śniegu nie ma, jeszcze mróz nie chwycił wszędzie, ale ozdoby świąteczne już pojawiły się na naszych ulicach i w sklepach. Cały świąteczny szał dopada nas zazwyczaj początkiem listopada, ale dopiero teraz z wolna zaczynamy zwracać na niego uwagę.

Nasze myśli powoli i nieuchronnie zmierzają w kierunku prezentów mikołajkowych, a potem już z górki wpadamy w świąteczno-sylwestrowy szał.

Okres ten zdecydowanie kojarzy mi się z błyskiem i świecidełkami. Pewnie nie tylko mnie, skoro półki sklepowe w tym czasie uginają się od złotych, srebrnych i różnobarwnie błyszczących opakowań, pudełek i pudełeczek.

Już chyba wiecie do czego nawiązuję.

Otóż kiedy mamy ochotę na więcej blasku niż tylko drobne, jednostkowe elementy uzyskiwane dzięki hot-stampingowi, sięgnąć możemy po druk na kartonach metalizowanych.

Technologicznie rzecz ujmując sprawa wygląda następująco:

Karton przed drukiem laminujemy metaliczną folią. Na tak przygotowanym podłożu drukujemy w technologii offsetu UV (jest to druk offsetowy na materiałach niewsiąkliwych). Folia pokryta farbą błyszczy się w stopniu zależnym od tego jak bardzo kryjącego koloru użyjemy. W miejscach gdzie chcemy uzyskać „płaski”, matowy kolor musimy poddrukować powierzchnię kolorem białym. Stopień błyszczenia możemy również różnicować stosując lakiery (np. hybrydowy i błyszczący).

Tyle teorii. Z tzw. metalizą pracuje się o tyle trudno, że nie jesteśmy w stanie za wczasu zrobić próby koloru, żeby odpowiedzieć na pytanie: jak to będzie wyglądać? Warto tutaj oprzeć się na doświadczeniu drukarni lub grafików, którzy obracają się w tej materii od jakiegoś czasu.

Atutem tego typu druku jest to, że możemy otrzymać pięknie błyszczącą jednolitą powierzchnię, niezależnie od rozmiaru naszego opakowania. Nie da się przejść obok niego obojętnie.

Używając tego uszlachetnienia możemy spełnić oczekiwania nasze i naszych Klientów dając im w okresie świąt wyjątkowy efekt.

P.S. Druk ten nie jest produktem sezonowym, możemy wykorzystywać go przez cały rok w zależności od tego kiedy i gdzie chcemy ZABŁYSNĄĆ 🙂 Przykłady prac na „metalizie” możecie obejrzeć na naszej stronie: www.kmsystem.com.pl/printshop w zakładkach „podłoża” i „uszlachetnienia”.

Kolory nie tylko jesieni

Miniony piękny długi weekend i ten dopiero zapowiadający się, skusiły mnie do tego aby tym razem zająć się barwami. Już wcześniej pisaliśmy o tym, jak ważny dla koloru jest sam proces druku i wcześniejsze przygotowanie proofa.

Teraz jednak chcę podrążyć temat samych barw i zająć się PANTONEM. Dumna, profesjonalna nazwa, dla zwykłego śmiertelnika oznaczająca po prostu kolor.

Po co więc tak komplikować i wprowadzać kolejne nazwy?

Z jednej strony każdy z nas myśląc o kolorze czerwonym w wyobraża sobie co innego, z drugiej strony nawet jeżeli myślimy o tym samym to efekt końcowy jest uzależniony od tego na jakim papierze zrobimy wydruk. Świat pantonów to nic innego jak ogromna skala numerków przypisanych odpowiednim gotowym odcieniom razem z odpowiednią klasyfikacją w zależności od stosowanego podłoża. Używanie tej skali upraszcza komunikację między Klientem, grafikiem i drukarzem i gwarantuje, że wszyscy myślą o tym samym kolorze.

I tak książkowo:

W skali mamy ponad dwa tysiące pantonów, ułożonych równo we wzorniku (wygląd to całkiem jak wzornik kolorystyczny w sklepie z farbami). Kolory mają przypisane numery, przy których znajdziemy literki C lub U. Oznaczenia te dotyczą podłoża, C dla papierów powlekanych, a U dla papierów niepowlekanych (jak już pisaliśmy wcześniej rodzaj podłoża ma wpływ na kolor wydruku).

Dzięki pantonom możemy zastosować w druku kolory, których nie jesteśmy w stanie osiągnąć z CMYK’a, w tym również kolorów metalicznych, perłowych, czy fluorescencyjnych.

Decydując się na wykorzystanie w naszej pracy pantonu, mamy gwarancję, zachowania koloru, otrzymujemy gładki odcień bez rastra i dysponujemy szeroką paletą. Dodatkowo jeżeli nasz projekt zakłada użycie jednego lub dwóch kolorów, wykonanie może być tańsze. W końcu jeden lub dwa, to znacznie mniej niż 4 (CMYK) (natomiast trzy już nie koniecznie :).

Musimy jednak pamiętać, że z każdą nową puszką farby koszty rosną. Wykorzystanie koloru mało popularnego może nam dodatkowo nieco wydłużyć realizację – farbę trzeba zamówić.

Trzeba również pamiętać, iż nie będziemy w stanie wydrukować wszystkiego i wszędzie. Raczej nie przydadzą nam się w druku zdjęć. Zasadniczo nie wydrukujemy również naszej pracy w drukarni cyfrowej. W przypadku większej ilości kolorów, które niekoniecznie muszą być pantonami łatwiej i taniej będzie przygotować plik w CMYKu i posługiwać się proofem. A propos – nie jesteśmy w stanie przygotować proofa dla pantonów, bo drukarki (proofiarki) mogą jedynie symulować pantony kolorami CMYK.

Przy projektowaniu naszej pracy warto zwrócić uwagę na to, aby od samego początku przygotowywać projekt z myślą o wykorzystaniu pantonu. Jeżeli będziemy musieli drukować CMYKiem pracę która zawiera pantony, to ta sztuka przy odrobinie dobrej woli drukarni powinna się udać (choć kolory mogą różnić się od zakładanych). Gorzej będzie gdy, na samym końcu przypomnimy sobie, że chcemy panton. Wtedy praca będzie musiała wrócić do grafika.

Podsumowując. Panton może nam ułatwić życie jeżeli pomyślimy o nim na samym początku i podporządkujemy mu nasze działania.

A! I na koniec bardzo ważna techniczna informacja:

Jeżeli masz wzornik pantonów pamiętaj, że termin jego ważności to zaledwie rok. Zatem upewnij się czy wszystkie elementy Twojej układanki, jak grafik i drukarz dysponują tym samym, aktualnym wzornikiem.

Teraz możesz już ruszać w świat pantonowej tęczy.

pantone

Się klei, a kleju brak

W ostatnim wpisie dotyczącym różnych materiałów POS, pojawiała się propozycja naklejek elektrostatycznych. Pamiętam, że gdy usłyszałam po raz pierwszy tę nazwę, to skojarzyła mi się z niemiłym stanem naelektryzowanych zimą włosów. Po zapoznaniu się z tematem byłam jednak bardzo mile zaskoczona. Postanowiłam więc powiedzieć na ten temat coś więcej.

Technicznie rzecz ujmując naklejka elektrostatyczna powstaje na folii polipropylenowej (bezbarwnej lub białej) naładowanej elektrycznie. Zjawisko to pozwala na przyklejenie materiału praktycznie do każdej powierzchni. Pewnie wielu z Was zna już naklejki adhezyjne i stwierdzi, że „elektrostatyka” to praktycznie to samo. Jednak przewagą tej drugiej jest fakt, że powierzchnia na której umieszczamy materiał nie musi być idealnie gładka, jak w przypadku „adhezji”. Pojawiają się więc nowe możliwości takie jak „rozwieszanie” materiałów reklamowych w miejscach do tego niesprzyjających, np. na chropowatych ścianach, tekstyliach, cegłach, metalu – wymieniać można w nieskończoność. Oczywiście pamiętamy, że mówimy o powierzchniach suchych, wewnątrz budynków.

Zdecydowaną zaletą jest również brak użycia kleju, dzięki czemu:

  • po pierwsze przy rozmieszczaniu materiału nie tworzą się pęcherzyki, załamania, czy zagniecenia – „aplikacja jest banalna”;
  • po drugie przy usuwaniu materiału nie pozostają nam żadne ślady – „usuwanie jest banalne”
  • po trzecie uzyskujemy materiał ekologicznie poprawny, czyli przyjazny środowisku – „recykling jest banalny”.

Trzy razy banał przynajmniej w tym przypadku daje po trzykroć większą funkcjonalność i ułatwienie dla Klienta.

Dodatkowo warto zwrócić uwagę, iż przygotowanie konkretnego materiału reklamowego również nie przysparza wielu problemów. Naklejki elektorstatyczne mogą być wykonane w dowolnych kształtach dzięki zastosowaniu wykrojnika. Również sam zadruk jest uzależniony od naszej wyobraźni. Z powodzeniem umieścimy na nich zarówno piękne zdjęcia, jak i wymyślną grafikę.

Jeżeli chcecie mieć materiały reklamowe, które nie będą pojawiać się w standardowych miejscach, a do tego czasem to miejsce muszą zmienić to „elektrostatyka” będzie dla Was.

Mam nadzieję, że włosy nie stanęły Wam dęba.